sobota, 25 sierpnia 2012

5.

Minęło kilka dni, zanim Kaylee odważyła się o tym wszystkim opowiedzieć Dalie. Oczywiście, jak to robią wszystkie kruche dziewczyny, do których należała jej przyjaciółka, rozpłakała się na jej ramieniu, pytając się "Dlaczego ja...". Kaylee postanowiła poważnie porozmawiać z bratem.
Już następnego dnia spotkała starszego o 2 lata brata na korytarzu, który majstrował coś przy miotle. No tak, zapał do Quidditcha każdy u nas w rodzinie ma, pomyślała. Podeszła do niego, przyglądając mu się uważniej.
Jedyny w rodzinie miał blond włosy. Jego niebieskie oczy patrzyły samym ciepłem. Jego małe usta bardzo często się nie zamykały. Był roztrzepanym gadułą o gorącym sercu. Kochał pomagać innym i ulepszać życie. Był wysoki, chyba nawet najwyższy w swojej klasie. Był szczupły, ale nie chudy, ale za to umięśniony. Ubrany był w szaty ucznia, czekał na następną lekcję.
Podeszła do niego pewnym krokiem. Z nim trzeba było wszystko barć na poważnie.
- Czy ty ostatnio nie za bardzo zaszalałeś?
Uniósł wzrok na młodszą siostrę. Wstał, odstawiając miotłę na bok.
Teraz to Kaylee musiała podnieść głowę. 
-Może zaczniesz od początku.
Więc opowiedziała, co usłyszała w bibliotece. Musiała się streszczać, bo za kilkanaście minut miała Zaklęcia, a nie chciała się spóźnić. 
Kiedy skończyła, Haavier zmarszczył bri i pomyślał. Po chwili namysłu powiedział.
- One wcale do końca nie mówią kłamstw, Kaylee. 
To ją zamurowało. Więc...
- Umawiam się z Jelonką od kilku miesięcy i wątpię, żebym był pod działaniem amortencji. Wybacz, ale chyba ja lepiej wiem co czuję. Teraz idź, masz lekcję.
To była prawda. Dziewczyna, z wyrazem zmieszania na twarzy, niepewnymi krokami poszła w stronę klasy zaklęć. 
Nie wiedziała, jak ma to wytłumaczyć Dalie.

czwartek, 23 sierpnia 2012

4.

Parę dni później, gdy Kaylee ocknęła się z trwającego przez kilka dni koszmaru, postanowiła żyć z tym bólem. Od tego czasu stała się niezłamaną optymistką - zawsze miała nadzieję na lepsze jutro.
Dziś wyszła z wieży Ravenclawu pełna optymizmu, a obok niej uśmiechnięta Dalie. Dziewczyny o czymś dowcipkowały, śmiejąc się jak opętane. Postanowiła zostawić przeszłość w tyle, nie chciała się obracać i patrzeć na to, co było i nigdy nie będzie. Ta cała sytuacja ją odmieniła.
Śniadanie zjadła ze spokojem. Po nim miały trochę wolnego czasu. Miały zamiar iść do biblioteki poczytać coś na temat dementorów, aby dokończyć na poniedziałek wypracowanie na Obronę przed Czarną Magią.
Ale Kaylee w bibliotece nie mogła się skupić, bo za półką jakieś 4-klasistki głośno chichrały. Wstała, pokazując Dalie, żeby nic nie mówiła, podeszła do mebla i przystawiła ucho.
Cicho usłyszała strzęp rozmowy.
- Jak myślisz, czy ta Sheanny dowie się, że daliśmy Haavierowi eliksir miłości?
To była Maelie, złośliwa Ślizgonka z 4 klasy.
- No pewnie, ona jest w nim zadurzona po uszy, pęknie z żalu  patrząc, jak Hav mizia się z Jelonką.
A to była Celie, przyjaciółka Maelie, we dwie zawadzały w życiu niejednego ucznia.
Przez szparę w książkach zauważyła, że Celie wstała i odwróciła się w stronę Kaylee żeby wziąć książkę z półki.

Celie była niską jak na swój wiek szatynką. Nos miała mały i trochę garbaty, usta zaś większe i wyraziste. Miała brązowoszare oczy, które przenikały wszystkich lodowatym spojrzeniem. Na sobie miała czarną szatę ślizgonki, trochę odpiętą pod szyją. Włosy miała podpięte w koński kucyk, ale były gładkie i lśniące. Należała do ładniejszych dziewczyn w szkole.
Za to Maelie była blondynką o szarych, wręcz bezbarwnych oczach. Nos miała duży, ale za to prosty. Włosy miała rozpuszczone. Sięgały jej do połowy łopatek. Wzrostem dorównywała Celie - też była niska. Podobno były spokrewnione.
Kaylee wiedząc, że jej brat, Haavier Kardashian wplątał się w jakieś tarapaty, postanowiła nic nie mówić Dalie. Na razie.
Wyszła z biblioteki z małym niesmakiem w ustach.